Masowa medytacja online pozwala wyruszyć w cyberprzestrzeń

Przez ostatni rok eksperymentowałem z medytacją na żywo w Internecie z ludźmi z całego świata. Ich wybranym miejscem nie jest świątynia, sala kościelna czy salon, ale cyberprzestrzeń.

 

Medytacja szybko staje się ulubionym narzędziem rozwoju osobistego w tym roku. Możesz medytować samemu, podczas sesji grupowych twarzą w twarz – zarówno offline, jak i online – lub możesz włączyć aplikację. Arianna Huffington niedawno umocniła partnerstwo biznesowe między Huffington Post i Hankyoreh Media Group w Korei Południowej sesją medytacyjną. Od 2007 roku Google oferuje swoim pracownikom kurs medytacji uważności „Search Inside Yourself”. Wiele innych firm technologicznych zapewnia podobne korzyści.

 

W Zen Computer, wesołym duchowym przewodniku dla przewodowego użytkownika, Philip Toshio Sudo radzi: „Nie pytaj, gdzie jest ścieżka. Jesteś na tym ”. W tym duchu postanowiłem wypróbować dwie różne ścieżki moich eksploracji: Insight Timer to aplikacja, która mapuje i łączy innych medytujących online, a The Buddhist Geeks to społeczność działająca wyłącznie na zasadzie subskrypcji, oparta na Google+.

 

Insight Timer działa na iPadzie, iPhonie i Androidzie. Z czarnym tekstem na nieatrakcyjnym, blokowo żółtym tle na białym tle, nie jest to najładniejsza aplikacja w zgrabnym świecie mobilnego projektowania, ale ma wiele świetnych funkcji. Na najprostszym poziomie możesz ustawić minutnik, zamknąć oczy i zacząć samodzielnie. Lub, jeśli jesteś w nastroju, możesz wybierać spośród 61 medytacji z przewodnikiem o różnej długości. Zarejestruj się, a nie tylko zarejestruje twoje medytacje w uporządkowanym wykresie, ale za każdym razem, gdy zaczniesz sesję, pojawi się jako kolejna żółta gwiazda na jej małej mapie świata. Kiedy to piszę, mapa mówi mi, że „438 ludzi medytuje na całym świecie”. Chociaż nie jest możliwe wskazanie poszczególnych osób, widzę, że moi koledzy medytujący przebywają w USA, Europie, na wybrzeżu Chin, w Australii i Afryce.

 

Jak więc to jest medytować obok niewidzialnych ludzi? Cóż, jeśli, tak jak ja, spędziłeś dużo czasu w wirtualnych światach, grając online, a nawet po prostu rozmawiając na Facebooku, wiesz, że często istnieje silne poczucie współobecności. Podczas badań do mojej książki o technobiofilii, naszej miłości do natury w cyberprzestrzeni, odkryłem, że już w 1995 roku kalifornijski magazyn Shambhala Sun opisywał internet jako ezoteryczne miejsce do medytacji, dające „uczucie całkowitego i całkowitego zanurzenia się w jaźń obserwatora jednostki całkowicie i bez wysiłku zintegrowała się ”.

 

Wielokrotnie czułem to „przeżycie chwili” podczas korzystania z Insight Timer, aby spędzać czas „na poduszce” razem z innymi w wirtualnej przestrzeni. To nie tyle poczucie łączenia się z indywidualnymi ludźmi, ale raczej chwila połączenia umysłu ze wszystkimi zaangażowanymi. Wiele z tego pochodzi, oczywiście, z wyobraźni, ale nie mniej ma na to wpływ.

 

Teoretyk mediów, Sandy Stone, nazywa ten rodzaj ściśle ograniczonej komunikacji „wąskim pasmem”. Jak mówi, ma to zaskakujące efekty, ponieważ ujawnia „głęboką potrzebę tworzenia niezwykle szczegółowych obrazów nieobecnego i niewidzialnego ciała, interakcji międzyludzkich oraz artefaktów tworzących symbole, które są częścią tej interakcji”.

 

Buddyjscy maniacy zwiększają tę przepustowość podczas codziennych sesji Open Practice, kiedy członkowie włączają swoje kamery internetowe i logują się do Google Hangout, aby medytować w małych grupach. W każdej półgodzinnej sesji dziennej uczestniczy zwykle około pół tuzina osób. O zaplanowanej godzinie logujemy się jeden po drugim, witamy innych z uśmiechem lub witamy, a następnie spokojnie przystępujemy do naszych indywidualnych medytacji. Lider może nacisnąć dzwonek, aby rozpocząć, lub początek może nastąpić organicznie.

 

Siedzimy tam. Czasami wyłączamy mikrofony, aby uniknąć rozpraszających dźwięków, czasami trzymamy je włączone i słuchamy, jak się oddychają. Jesteśmy tysiące kilometrów od siebie, siedząc przed komputerami, tabletami lub telefonami, aby logować się z naszych domów, biur i ogrodów. Chociaż jesteśmy w różnych krajach i strefach czasowych, w jakiś sposób czujemy się bardzo blisko siebie. Jesteśmy razem na ścieżce, uważni w cyberprzestrzeni. Nie różni się tak bardzo od spotkań z fizyczną medytacją, podczas których każdego dnia spędza się chwilę w ciszy.

 

Ale buddyjscy maniacy robią znacznie więcej niż medytację. Mówią, że pracują nad odkryciem, jak służyć konwergencji buddyzmu z szybko rozwijającą się technologią i coraz bardziej globalną kulturą. Jest to kwitnąca społeczność internetowa, która organizuje również fizyczne konferencje i spotkania w Kolorado w USA, gdzie ma swoją siedzibę.

 

Oto pytanie do przemyślenia. Jeśli możemy już być razem w wirtualnej przestrzeni, czy tę uważność można rozszerzyć na przestrzeń cyborgów lub maszyn? Innymi słowy, czy zamiast medytować w Google+, moglibyśmy kiedyś medytować z Google+? Wyobraź sobie: połączenie umysłów z wielką jednostką, którą jest samo Google. To tak, jakby maszyna Deep Thought autorstwa Douglasa Adamsa ożyła w naszych głowach.